Dzisiaj rano jak zwykle wszystko było takie same. Kawa, na chwilę komputer, szkoła. Przy czym jak zwykle byłem niewyspany. Jak zwykle miałem podkrążone oczy i skórę w kolorze świecowym. Jak zwykle po jakimś czasie w szkole bolała mnie głowa. Wreszcie, jak zwykle przyszedłem i po raz kolejny kompa. Teraz będzie naprawdę długo, bo tego, co chcę wyrazić (w emo się zmieniam?...) nie da się po prostu streścić w jednym zdaniu. Zastanawiam się nad swoim życiem. Z reguły siedzę przed kompem, żrę pizzę i jestem ogólnie jakże zadowolony, nie zauważając jak mi życie przemyka przed oczyma. Nie zauważam cudzej krzywdy, nie daję biednym dzieciom pod murem, nic mnie nie obchodzą katastrofy gdzieś w Afryce, nie klikam na pajacyk.pl, ale czy jestem zły?
Trudno powiedzieć. Dla większości konserw, jakie poznałem, jestem niereformowalnym człowiekiem, któremu zależy tylko i wyłącznie na własnemu dobru. Jednak tak nie jest. Życie dało mi niewiele doświadczeń, byłem wychowywany w pewnym odizolowaniu od złej strony tego świata. Przecież nikt z natury nie jest zły - z reguły złe jest jego wychowanie. Ja też nie byłem nigdy zły z natury. Umiem na siebie spojrzeć. Umiem spojrzeć na otaczający mnie świat. Umiem kontaktować się z innymi. Nie jestem całkowicie izolowanym odludkiem społecznym. Dlaczego więc ten tekst w ogóle powstał?
Dlatego, że w życiu czuję pustkę, ponieważ jako komputerowy maniak Cywilizacyj, nie mam żadnych życiowych ambicji, a co za tym idzie - nie mogę ich realizować. Zdecydowana większość osób, które to czytają (jest ktoś taki?), prawdopodobnie nigdy nie zrozumie tego, powiedziałbym chorego toku myślenia (no, ktoś dostrzega swoje uzależnienie i gada jak psycholog, to raczej pospolite nie jest).
No nie. Niestety rozpisałem się o sobie, miałem przecież napisać coś o tym, jak w dzisiejszym świecie człowiek jest uzależniony od technologii, a tutaj piszę o tym że jestem uzależniony. No, ale w gruncie rzeczy to to samo :D. Chciałem skupić się na tej nieszczęsnej pizzy (tak - komu się chce gotować? ZaMoWiE sE PiZzE i JeSt RLz :D :D). W życiu nie zrobiłem nic produktywnego (no, prawie), a już na pewno nie nauczyłem się gotować, ponieważ nigdy nie wykroczyłem poza przygotowywanie standardowych tostów (a no właśnie - to też żrę masowo). Moja osoba też przedstawia stereotypowy obraz maniaka - świeczkowaty prawie-anorektyk z podkrążonymi oczyma. No po prostu modelowy przykład.
Najgorsze jest jednak to, że pracuję, nicnierobiąc. To by oznaczało całkowity upadek dzisiejszych czasów; garstka bogaczy którzy wyzyskują pozostałe 99.99% społeczeństwa. No ale cóż - nowoczesność. Towar, z którego na co dzień korzystamy, był wytworzony ciężką pracą. Ale czy ktoś z nas w ogóle na co dzień zastanawia się, ile osób musi cierpieć biedę, żeby niektórzy szczęśliwi mogli żyć w względnie dobrym stanie? Nie.
Jestem już trupem. Inni też.
poniedziałek, 15 października 2007
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
2 komentarze:
Czyżbyś Bodku dochodził do koheletowego "Vanitas vanitatum et omnia vanitas"?
Dokładnie ;]
Prześlij komentarz